SOCJOTERAPIA
Z czym to się je
NASZE PLACÓWKI
Galerie zdjęć
SZKOLENIA
KONFERENCJE
PROJEKTY
OFERTA WYDAWNICZA
DARCZYŃCY
PRZYJACIELE
GALERIA ZDJĘĆ
Nawigacja:  Strona główna - Socjoterapia - Z czym to się je - Moja socjoterapia J Czerkawski
MOJA SOCJOTERAPIA J CZERKAWSKI

'Socjoterapia to świadoma aktywność profesjonalna polegajaca na operowaniu środkami psychologicznymi w celu udzielenia pomocy osobom cierpiącym lub poszukującym własnej drogi rozwoju społecznego, osobistego lub zawodowego' (Socjoterapia, Katarzyna Sawicka).

Zacząłem tę pracę od definicji socjoterapii, choć mój kontakt z nią nie miał tak naukowego charakteru.

Początek mojej przygody z socjoterapią to rok 1990, telefon kolegi, spotkanie z grupą osób i chęć pomocy dzieciakom i młodzieży tkwiącym w bezdusznym i uszkadzającym ich, co do tego byliśmy zgodni, systemie szkolnictwa masowego. Potem nastąpiły pierwsze spotkania z dziećmi. Najpierw zabawy i gry, a potem rozmowy. Otwierał się przede mną całkiem nowy, nieznany mi świat. Procowałem wtedy na uczelni jako asystent, o patologii i urazach szkolnych miałem rzetelną, książkową wiedzę.

Spotkania te zaburzyły mój spokój i uporządkowane życie. Dzieci pokazywały mi jak mało wiem i rozumiem, jaki jestem sztywny, niecierpliwy i wygodny. To nie były łatwe doświadczenia. Gdyby nie ciekawość, którą we mnie obudzili oraz silne postanowienie, które w sobie mieliśmy, aby ich nie zostawić samymi (tak postrzegaliśmy ich sytuację) w niezrozumiałym i nieprzyjaznym dla nich świecie, to przygoda skończyłaby się zanim naprawdę się rozpoczęła.

Był jeszcze jeden ważny czynnik, który dodawał sił-dzieci przychodziły i chciały się z nami spotykać.  

Obdarzały nas zaufaniem, a my nie mogliśmy i nie chcieliśmy tego zaufania zawieść.

Moje pierwsze doświadczenie związane z socjoterapią, to grupy. Była to propozycja adresowana do outsiderów klasowych, dzieci sprawiających problemy swoim zachowaniem. Miała na celu polepszenie ich funkcjonowania w grupie,  wizerunku własnej osoby i zmianę niekorzystnego widzenia swoich kolegów i koleżanek.

Temu celowi służyły gry i zabawy mające zarazem rozbawić, zmusić do zastanowienia, spojrzenia sobie w oczy, dotknięcia się - do nawiązania kontaktu. Innymi słowy dać im doświadczenie bycia razem, które może być wsparciem dla każdego z członków grupy, a nie ciężarem i źródłem stresu.

Te spotkania pokazały nam kategorię problemu, której się nie spodziewaliśmy. Wielu z naszych małych znajomych pochodziło z rodzin ubogich, często rozbitych, w których jedno lub oboje rodziców nadużywało alkoholu. Dzieci często były głodne, gorzej od innych ubrane. Lgnęły do kontaktu bardziej niż koleżanki i koledzy, wymagały opieki, a nie tylko i wyłącznie wsparcia psychologicznego, jakie oferowaliśmy im w trakcie spotkań grupowych, raz w tygodniu przez dwie godziny.

Stąd pomysł założenia świetlicy i ośrodka socjoterapii, w którym poza spotkaniami grup istnieje możliwość zapewnienia dzieciom choć jednego gorącego posiłku dziennie, doposażenia ich w odzież, zorganizowania opieki medycznej. Placówki nie są li tylko i wyłącznie ośrodkami opieki, w których socjoterapia istnieje raz w tygodniu, ale miejscem wielogodzinnego przebywania z młodymi ludźmi, kiedy cała uwaga wychowawcy - socjoterapeuty jest skoncentrowana na podopiecznych, a każda sytuacja może stanowić podłoże do tworzenia kontr i niwelowania urazów. Kontynuując poprzednią myśl, socjoterapia to sposób patrzenia i widzenia ludzi, sposób reagowania w dowolnej sytuacji. Proces socjoterapeutyczny trwa cały czas, kiedy jestem z dziećmi. Dowolne okoliczności: zabawa, rozmowa, zajęcia plastyczne, kontakt z rówieśnikami, dorosłymi... to podłoże i okazja do tworzenia sytuacji kontrujących urazy, niwelujących deficyty. Aby było to możliwe niezbędna jest wiedza na temat każdego podopiecznego, pogłębiona obserwacja i diagnoza jego urazów, na podstawie których cały zespół tworzy kontry. Niezbędny jest także dobry, żywy kontakt emocjonalny z dziećmi, gdyż tylko wtedy, gdy dzieci obdarzą nas swoim zaufaniem, możliwa jest zmiana ich postaw, wyuczonych zachowań i socjoterapia. Dlatego też wychowawca stanowi często jedyne narzędzie pracy socjoterapeutycznej.

W oparciu o znajomość zajęć proponowanych w placówce i możliwości jakie dają codzienne bliskie kontakty, powstają plany oddziaływań mających dać dziecku doświadczenia, których zabrakło mu w rozwoju. Taki jest plan, a jego wykorzystanie napotyka na trudności, które wymagają od zespołu współpracy i pracy nad sobą.

Współpracy, bo dzieci przychodzą, na ogół niechętne do jakichkolwiek działalności i trzeba je do tego zachęcić, przekonać. Wymaga to często energii i pomysłowości więcej niż jednej osoby.

Współpracy, bo często dochodzi do konfliktów między dziećmi, które obrażają się przy tym wzajemnie i trzeba im pomóc te konflikty rozwiązać. Jednocześnie trzeba przy tym dbać, aby reszta dzieci mogła realizować zaplanowaną czynność. Nasze plany ulegają często zmianie pod wpływem pomysłów, potrzeb dzieci, które zwykle nie dają się zaplanować.

Potrzeba do takich działań zespołu, którego członkowie wspólnie pracują nad planami działań korekcyjnych, bo możliwa jest ich szybka weryfikacja i dopasowanie do aktualnej sytuacji. Potrzeba, aby ludzie razem będący z dziećmi mieli do siebie zaufanie i wspierali się w rozwiązywaniu pojawiających się problemów. Praca wymaga także radzenia sobie z własnymi emocjami, bo łatwo jest dużemu skrzywdzić małego. Aby tak się nie działo, konieczna jest samoświadomość i przytomność, ale też wzajemna czujność i uważność nie tylko na dzieci, ale równocześnie na siebie nawzajem.

Takie zgranie zespołu i doskonalenie siebie jako narzędzia oddziaływań socjoterapeutycznych odbywa się na superwizjach zespołu. Możliwość pracy w takim zespole jest źródłem mojej wielkiej satysfakcji, bo znajduję w tych ludziach zachętę do pokonywania trudności osobistych, które mi w pracy z dziećmi przeszkadzają, obniżając moją skuteczność. Znajduję w nich wsparcie, aby się nie poddawać, nie rezygnować, nie schodzić z drogi, którą kiedyś wspólnie obraliśmy, nie zostawiać tych dzieci.